czwartek, 14 lipca 2011

Supermarket – nasz drugi dom

Supermarkety, czyli miejsca gdzie rozgrywają się najlepsze akcje. Nawet kina, czy kabarety nie dostarczają tylu atrakcji. Najpierw ćwiczenie sprawnościowe na parkingu, by znaleźć wolne miejsce. Następnie szaleńczy bieg między półkami w poszukiwaniu (nie)zbędnych produktów. Zazwyczaj udaje mi się trafić na największe promocje. To się nazywa wyczucie, co? Wtedy też zjeżdża się cała okolica i można spotkać sąsiadów, pozaglądać sobie nawzajem do koszyków i na tej podstawie stwierdzić co, jak i za ile jedzą. Zakupy w supermarkecie to również wspaniała okazja na rodzinną wyprawę. Dlatego rodzice zabierają swoje małe pociechy ze sobą. Kiedyś też byłam dzieckiem, więc powinnam rozumieć, ale nijak nie potrafię. Zawsze z bratem woziliśmy się w tych metalowych wózkach i goniliśmy się między półkami. A dzieci w dzisiejszych czasach? Wolą leżeć na podłodze, tupać, krzyczeć i zrzucać wszystko z półek, bo mama nie chciała włożyć do wózka czekoladowego batonika. A bezradni rodzice nie wiedzą co zrobić, bo w dodatku mają problem z wyborem odpowiedniej kaszki dla swojego dziecka.


A co robią w supermarketach ludzie starsi? Popychają o centymetr swoje wózki, rozglądają się dookoła, następnie sprawdzają swoje listy zakupów i znów się rozglądają. Przy okazji tarasują przejście, a w chwilach największego roztargnienia zabierają twój wózek i żółwim tempem uciekają do kas. Interesujące są też kolejki przy samoobsługowych wagach elektronicznych, gdzie trzeba zważyć owoce lub warzywa i przycisnąć odpowiedni guzik. Są nawet obrazki, ale ludzie jak widać dalej nie potrafią rozróżnić winogron ciemnych od jasnych.

Ostatnio brałam udział w ciekawej sytuacji, która wydarzyła się właśnie w ukochanym sklepie samoobsługowym. Otóż pracownicy postanowili zarobić większe pieniądze i zmienili wystrój sklepu. Wszystkie produkty zniknęły z jednych półek, by mogły się pojawić na kolejnych, ale w zupełnie innym miejscu. Tak oto klienci, zamiast zgodnie z przewidywaniami pracowników spokojnie przemierzać wszystkie alejki sklepowe w celu obejrzenia wszystkiego co do najdrobniejszego szczegółu, rozpoczęli szaleńczy bieg. Wyglądało to jak wyścig szczurów. Kto pierwszy znajdzie wyjście! Supermarket stał się labiryntem, a wszyscy kupujący dostali nagle straszliwej klaustrofobii. W sumie nic dziwnego, ktoś przecież zburzył harmonię w ich życiu.

Zakupy w supermarkecie bez ludzi byłyby spełnieniem marzeń. Nie byłoby kolizji w alejkach sklepowych, niebotycznie długich kolejek do kas, tych dziwnych rozmów, gdy małżeństwa zastanawiają się jaki jogurt zjedzą na dzisiejszy podwieczorek. Ale nie byłoby tych przygód, niespodziewanych atrakcji, które przecież urozmaicają nasze życie. Supermarkety to świetne miejsca dla spotkań towarzyskich, tych zupełnie przypadkowych oczywiście. Nie ukrywajmy więc. Nie możemy żyć bez tych wspaniałych miejsc.

Aleksandra Nocoń

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz