czwartek, 14 lipca 2011

Słówko o wampirach

Wampiry istniały od zawsze w ludowych powieściach. Na początku byli to po prostu nieodpowiednio pochowani zmarli z brzydkim zwyczajem odwiedzania rodziny po śmierci, czy też nadal pałający chęcią obcowania z żonami. Dawniej tym właściwym sposobem pogrzebu było spalenie ciała, co ustało po rozpowszechnieniu chrześcijaństwa, a pogłoski o ożywieńcach rozkwitły na nowo.


Piastunki z zabobonnego ludu opowiadały wychowywanym przez siebie paniczom straszne bajki o zmarłych wstających z grobu i pijących krew. Opowieści podsycały odkopywane co jakiś czas ciała, które zachowywały pozory życia. Zwykle były to te, chowane w pobliżu wyrębu lasu, które wypełniały się gazami i w momencie przebijania kołkiem gaz uciekał, co z pewnością dawało dość ciekawy efekt i jednocześnie dowodziło teorii wampiryzmu. Prawdopodobnie na takich opowieściach wychował się John Polidori, osobisty lekarz Lorda Byrona – otoczonego aurą skandalu i dekadencji brytyjskiego pisarza. Wraz z nim oraz innymi przyjaciółmi -  panną Mary i jej narzeczonym(który nazywał się Pete Shelley) udał się w podróż po Europie. To turnee było bardzo ciekawe i typowe dla cyganerii artystycznej: opium, sex i inne podobne rozrywki. Wtedy też założyli się, kto z nich napisze straszniejszą powieść. Co ciekawe, dwaj uznani artyści, czyli Byron i Shelley nie sprostali wyzwaniu, ale lekarz pierwszego i narzeczona drugiego stworzyli dwa, do dziś czytane dzieła – „The Vampire” i „Frankenstein”.

Dzieło Polidoriego było pierwszym przenoszącym te istoty z ludowych opowieści do literatury. Drapieżnik żywiący się krwią, nieśmiertelny i  pozornie podobny do normalnego człowieka. Kolejnym takim dziełem była „Carmelita” - opowiadanie podobne klasą do współczesnych harlequinów - historia dwóch wampirzyc lesbijek.  Na tych dwóch powieściach wzorował się Bram Stocker pisząc „Draculę”. Jego pierwowzorem był znany aktor - sir Henry Iring. Nic nie wiadomo o żadnych krwiożerczych zapędach, ale jego wygląd, zachowanie i pewne dystyngowanie, miał przed oczami Stocker opisując księcia ciemności. W ten sposób stworzył pewien kanon wampira – dżentelmena – krwiopijcy z nienagnanymi manierami.

Wampiry zawsze były też nieodparcie kojarzone z miłością zmysłową. Każda produkcja filmowa czy książka o wampirach ma silne podteksty erotyczne. Widać to wyraźnie już w pierwszej produkcji filmowej na podstawie Drakuli – filmu „Nosferatu”. Co prawda reżyser nie dostał zgody na wykorzystanie praw autorskich i przegrał proces  o plagiat, więc wszystkie kopie filmu miały być zniszczone. Na szczęście prawnicy uznali, że świat kończy się na Stanach Zjednoczonych i kopie przetrwały w Europie.

Już na tym filmie widać, że wampiry swym magnetyzmem silnie działają  na kobiety. I co więcej, zwykle to one są ich ofiarami! Sam moment wysysania krwi przyprawiał je o rozkosz, kończącą się omdleniem lub śmiercią. Stąd też obrazy bladych, przyodzianych w białe giezła panien, z odrzuconą do tyłu głową i alabastrową szyją...

Wampiry inspirowały nieskończoną ilość twórców, reżyserów czy pisarzy. Od filmów klasy C typu ,,Vampiros Lesbos” po ostatnio wydany ,,Zmierzch”. Na zawsze zakorzeniły się w ludzkiej świadomości i rzeczywiście stały się nieśmiertelne.


Martyna Połowczuk

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz