czwartek, 14 lipca 2011

Zdarzenia, wydarzenia i fakty...

 Patelnia 36 to miejsce wielkiego spotkania dwóch stolic. Stolicy Zagłębia - Sosnowca i stolicy Woj. Mazowieckiego i Polski - Warszawy. Ciemne, klimatyczne miejsce blisko dworca PKP w Sosnowcu, blask flashy i przytłumione szepty.

"Urodziłem się w Warszawie, wczoraj byłem we Wrocławiu i w Warszawie też wczoraj byłem. Dziś jestem w stolicy dolnego śląska czyli Sosnowcu". Śmiech na sali. Poeta nie wie, że przyjechał na Śląsk.
"Nigdy nie byłem dobry z geografii". Tłumaczy, choć i tak wie, że będzie teraz postrzegany jako ten, który nie zna nawet podstawowej mapy Polski. Następny. "Urodziłem się w Warszawie, studiowałem w Krakowie,
pracuje we Wrocławiu i mieszkam w Brzegu". A co to kogo obchodzi? Każdy przyszedł posłuchać wierszy.
Dalszy wstęp jest podobny.
Nareszcie wychodzi artysta na środek i zaczyna czytać swoje wiersze. Puste nuty wypływające z ciemnych, lakierowanych skrzypiec dodają odpowiedniego nastroju. Głosy milkną. Każdy wczuwa się w sytuację opisywaną przez autora. Przerywa, przeprasza, zmienia wiersz, wraca do poprzedniego, zaczyna od nowa. Znów wytwarza się ta specyficzna atmosfera.
"A w toalecie zabrakło papieru. Informacja do baru!" Ni stąd i zowąd wykrzykuje sławny skandalista Kuba P.
Wszyscy klaszczą. "Ale jest jeszcze puenta!" I jakby nigdy nic dokańcza swój wiersz. Później zaczyna pokazywać swój talent kobieta. Blond włosy, twarz o nijakim wyrazie twarzy. Nie rozumiem ani jednego zdania wypływającego z jej ust. Owszem, rozumiem wszystkie osobno, ale zbierając je w jedną całość za nic nie pasują. Albo ja jestem zwykłym szarym człowiekiem, który nie widzi piękna, albo ona uczyła się innego języka polskiego w szkole.
Reszta poetów nie wyróżniała się niczym szczególnym. No może oprócz faceta, który miał zamiast krawatu metr krawiecki na szyi zawiązany.
Obserwując publiczność można zauważyć trzy typy ludzi. Wstawieni - wiadomo, że chodzi o nadmiar alkoholu, a nie nadmiar poezji. Cierpiący na przedweekendowe zmęczenie - w końcu mało kto lubi w piątek wieczorem siedzieć ponad 2 godziny i słuchać inteligentnych zdań z życia wziętych, tyle, że ubranych w skomplikowane synonimy. I wsłuchanych w słowa i nuty.
Takiego typu spotkania wnoszą coś nowego w życie zabieganych ludzi. Zdarza się, że ów człowiek nie ma czasu na czytanie prasy, czy też wysłuchanie porannej audycji w radio. Cieszę się, że życie kulturalne jeszcze trwa. Bardzo możliwe, że za kilkanaście lat nikt nie zauważy, że ten mały świat utopił się w pobliskiej
kałuży.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz