Spotkanie miało odbyć się o godzinie 17:30. Stolik, który winna zajmować pani Monika stał jeszcze pusty, a Łukasz Stec, który prowadził spotkanie, co jakiś czas zagadywał oczekującą na pisarkę publiczność. Wkrótce przybyła Monika Mostowik, kobieta o długich czarnych włosach, sympatycznej i bezpośredniej powierzchowności. Razem z prowadzącym usiadła przy wywyższonym stoliku, ale nie miało to trwać długo. Okazało się, iż z powodów technicznych – awarii sprzętu nagłaśniającego – pani Monika usiadła przy naszym stoliku. Jeśli istniał dotąd jakikolwiek dystans pomiędzy pisarką, a publicznością, to był to moment, w którym zniknął on zupełnie. Straszy jegomość, który przybył do księgarni w zgoła innym celu, nasłuchiwał natarczywie, a wkrótce włączył się do rozmowy. Rozpoczęło się spotkanie autorskie…
Ta zaledwie 32 letnia kobieta osiągnęła już bardzo wiele – jest socjolożką, scenarzystką, pisarką, laureatką wielu ogólnopolskich konkursów poetyckich. Obecnie mieszka, pracuje, jak i tańczy flamenco w Krakowie.
Jej przygoda z pisarstwem rozpoczęła się pisaniem wierszy z bardzo pozytywnymi dla niej wynikami. Następnie pisała opowiadania (i tak powstał zbiór opowiadań „Akrobatki”). Jak sama przyznała jest to jej ulubiona forma pisarstwa. Nigdy nie uważała, by opowiadanie było czymś gorszym niż powieść, choć w przekonaniu wielu tak właśnie jest. Nadszedł jednak taki moment, w którym pisarka zdecydowała się na napisanie powieści. Gdy jej powieść sięgnęła 20 strony, pani Monika miała swoisty „kryzys”. Zwykle tyle właśnie wynosi długość jej opowiadań. Przebrnęła jednak przez tą „próbę” zwycięsko, czego wynikiem było napisanie „Wyrzutów”.
Monika Stec nie definiuje swojej literatury jako tej, która przeznaczona jest wyłącznie dla kobiet. Nie jest to „literatura kobieca”, lecz, jak twierdzi - literatura dla każdego. Uważa, że ludzi często wiążą stereotypy związane z kobieta i mężczyzną – ich cechami charakteru, sposobem postrzegania świata. W swej książce zastosowała ciekawy zabieg, a mianowicie: umiejętnie żonglując słowami sprawiła, iż czytelnik, nie wiedział z jaką płcią ma do czynienia. Wówczas nasza uwaga skupia się na samym c z ł o w i e k u, nie jesteśmy już spętani schematami ograniczającymi światopoglądy.
Pani Monika z rozbawieniem mówi jak często pytana jest w wywiadach o przecinki, których nie stawiała w swoich opowiadaniach, co było dość charakterystyczne. Teraz zaniechała tego sposobu pisania – już je stawia.
Zdradziła nam, że zawsze lubiła pisać i było to jej ulubioną formą przekazywania informacji. Jak sama powiedziała, wypowiedzi ustne nie były kiedyś jej najmocniejszą stroną. Po rozmowie z panią Moniką, z łatwością można stwierdzić jak wiele się od tego czasu zmieniło.
Rozmowa przeprowadzana przez pana Steca przebiegała szybko i sprawnie, i nim publika się zorientowała, zmierzała do końca. Myślę, że żadna z osób, która brała w niej udział, nie żałuje przybycia.
Natalia Kosiarczyk
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz