równocześnie z aktorami. To się nazywa zaangażowanie! Jak wiadomo nie było to pierwsze przedstawienie dla najmłodszych w reżyserii Tramera.
W grudniu zeszłego roku zaprezentował widzom „Morskie podróże kapitana Gulivera", na pewno lepsze pod względem technicznym i obsadowym. Wiosną tego roku inspirację do pracy nie stały się ponownie dzieła Jonathana Swifta, ale mniej znane w przeciwieństwie do „Księgi dżungli", „Takie sobie bajeczki" Josepha Kiplinga.
Oryginalne „Just So Stories" z 1902 roku to zbiór dwunastu opowiadań poświęconych cechom charakterystycznym niektórych zwierząt. Tramer wziął pod lupę jedynie trzy, a mianowicie historyjki o tym jak lampart nabawił się cętek, nosorożec zyskał twardą skórę , a słoniątko długą trąbę.
Trzeba przyznać, że bajki same w sobie w dzisiejszych czasach nie budziłyby wśród dzieci takiego entuzjazmu, gdyby nie duża ilość pięknie wykonanych (częściowo przez samego reżysera) marionetek i pacynek. Niestety nie zagrały one na takim poziomie jaki można obserwować w Ateneum, gdyż kierowali nimi lalkarze-amatorzy. Obsada była skromna zarówno pod względem ilości aktorów jak i ich kwalifikacji. W roli podróżników odkrywających olbrzymią księgę z opowiastkami wystąpiło dwóch słuchaczy studium teatralnego- Szymon Strużek i Marcin Włosiński oraz żona reżysera, pani fotograf- Magdalena Tramer. Nie obyło się bez paru „wpadek" w tekście, a także
technicznych niespodzianek. Czekamy więc na powrót z PWST, współpracującego z Grami, świetnie zapowiadającego się lalkarza, Łukasza Jarzyńskiego.
W grudniu zeszłego roku zaprezentował widzom „Morskie podróże kapitana Gulivera", na pewno lepsze pod względem technicznym i obsadowym. Wiosną tego roku inspirację do pracy nie stały się ponownie dzieła Jonathana Swifta, ale mniej znane w przeciwieństwie do „Księgi dżungli", „Takie sobie bajeczki" Josepha Kiplinga.
Oryginalne „Just So Stories" z 1902 roku to zbiór dwunastu opowiadań poświęconych cechom charakterystycznym niektórych zwierząt. Tramer wziął pod lupę jedynie trzy, a mianowicie historyjki o tym jak lampart nabawił się cętek, nosorożec zyskał twardą skórę , a słoniątko długą trąbę.
Trzeba przyznać, że bajki same w sobie w dzisiejszych czasach nie budziłyby wśród dzieci takiego entuzjazmu, gdyby nie duża ilość pięknie wykonanych (częściowo przez samego reżysera) marionetek i pacynek. Niestety nie zagrały one na takim poziomie jaki można obserwować w Ateneum, gdyż kierowali nimi lalkarze-amatorzy. Obsada była skromna zarówno pod względem ilości aktorów jak i ich kwalifikacji. W roli podróżników odkrywających olbrzymią księgę z opowiastkami wystąpiło dwóch słuchaczy studium teatralnego- Szymon Strużek i Marcin Włosiński oraz żona reżysera, pani fotograf- Magdalena Tramer. Nie obyło się bez paru „wpadek" w tekście, a także
technicznych niespodzianek. Czekamy więc na powrót z PWST, współpracującego z Grami, świetnie zapowiadającego się lalkarza, Łukasza Jarzyńskiego.
Niewątpliwie największym plusem było zaangażowanie lalek do spektaklu, świetne kostiumy i bardzo praktyczna, sprowadzona do minimum scenografia. Trafionym pomysłem było również skonstruowanie gigantycznej księgi. Przewracając w niej strony, aktorzy jednocześnie zmieniali tło do kolejnych bajek. Kolejnym urozmaiceniem była dobrze dobrana muzyka, dzięki której widz miał wrażenie, że przebywa w leśnej głuszy lub na stepie. To wszystko nie pozwoliło jednak nie zauważyć braku profesjonalizmu ze strony aktorów. Wprawdzie rozbawili publiczność, ale dało się wyczuć, że granica między sceną, a widownią jest zbyt rozmyta. Nie tylko w sensie dosłownym, bo znając układ Gier i Ludzi wiadomo, że aktor i widz znajdują się na prawie tym samym poziomie małej płaszczyzny, ale także biorąc pod uwagę panującą atmosferę. Według mnie była zbyt luźna, a aktorzy nie byli wyraźnymi postaciami, ale przede wszystkim znajomymi i przyjaciółmi przynajmniej połowy Sali Z drugiej strony nie można zbyt ostro oceniać bajek w reżyserii Michała Tramera, ponieważ dopiero pojawiają się w repertuarze Gier i Ludzi, zupełnie odbiegając konwencją od reszty przedstawień. Tym samym są pewnym urozmaiceniem i przyciągają zupełnie inną wiekowo widownię.
Niestety obok na prawdę doskonałych spektakli tego teatru tj."Niezidentyfikowane szczątki ludzkie i prawdziwa natura miłości" w reżyserii Roberta Talarczyka, „Takie sobie bajeczki" wypadają tak
sobie...
Niestety obok na prawdę doskonałych spektakli tego teatru tj."Niezidentyfikowane szczątki ludzkie i prawdziwa natura miłości" w reżyserii Roberta Talarczyka, „Takie sobie bajeczki" wypadają tak
sobie...
Katarzyna Mendrella
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz