czwartek, 14 lipca 2011

Do pracy na... ulicę

Całkiem możliwe, że jesteś mieszkańcem Katowic bądź innego miasta z okręgu górnośląskiego.
Całkiem możliwe, że jesteś jednym z miliona przechodniów, przemierzających ulicę 3go Maja w stolicy Śląska.
Całkiem możliwe, że powiedziałeś setki razy ”nie, dziękuję", nie wiedząc czego odmawiasz i komu.

Chcąc, nie chcąc, musiałam przyjrzeć się z bliska pewnemu powszechnemu zjawisku, które ma miejsce od paru lat na ulicach wielu polskich miast. W październiku zeszłego roku spieszyłam się na autobus i szybkim krokiem pokonywałam kolejne metry 3go Maja w Katowicach. Nagle podszedł do mnie młody mężczyzna, podsuwając pod nos portret papieża i zapytał: „Chcesz obrazek?". Uśmiechał się przekonywująco, stał blisko mnie i robił wrażenie człowieka, którego znam od lat. Nie potrafiłam
mu odmówić, więc położyłam na jego wyciągniętej dłoni trochę drobnych. Chłopak nawet się nie zawahał gdy mówił, że to pieniądze na wyprawę w Himalaje. Wszystko potoczyło się w dziwny sposób, a mianowicie, poznałam bliżej tego chłopca jak i resztę osób sprzedających obrazki...w całej Polsce. 


Paczkę przyjaciół połączył breakdance, a także wspólne technikum w Dąbrowie Górniczej. Od około sześciu lat wychodzą na ulicę z obrazkami świętych bądź z kadzidłami i „sprzedają" je przechodniom, mówiąc, że potrzebują pieniędzy na wyjazd do Indii. Początkowo był to tylko dodatek do kieszonkowego, ale teraz, gdy członkowie grupy mają już po dwadzieścia kilka lat, jest to sposób na utrzymanie i równocześnie na życie.

Sądzisz, że to niemożliwe? Ja również tak myślałam, dopóki nie przekonałam się na własne oczy. Plan dnia takiego „sprzedawcy obrazków" wygląda następująco: zbiórka z kolegami ok. 7:30, wyjazd samochodem do jakiegoś miasta (najczęściej są to miasta na Śląsku, w lecie nawet na Wybrzeżu), cały dzień stania na ulicy i powrót do domu późnym popołudniem. Nie trzeba chyba dodawać, że zimą noszą wtedy po parę par spodni i skarpet.

Myślisz pewnie, że zarobki są śmiesznie niskie? Przytoczę słowa mojego znajomego.."Uzbierałem dziś 40 złotych". Wystarczy pomnożyć przez  siedem dni w tygodniu i przy dobrych warunkach ogodowych oraz staraniach, otrzymamy średnią krajową pensję. Pieniądze nie są bynajmniej przeznaczane na słynną wycieczkę w Himalaje, ale na utrzymanie żon, małych dzieci, na opłacenie czynszu. Co odpowiada jeden z członków grupy na moje pytanie dotyczące realizacji jego ambicji zawodowych? Mówi: „Ja już się tam realizuję zawodowo, nie martw się. Chyba nie pójdę do jakiejś pracy za 1000 złotych?!".

W takiej sytuacji można zadać sobie tylko parć prostych pytań. Czy ich postępowanie jest uczciwe? Czy jest w porządku wobec reszty społeczeństwa nie odprowadzanie podatku? Czy można dopuścić się pozornie niewinnego kłamstewka o Indiach, by zarobił na życie? Czy ich „pracę" można właściwie określać takim mianem i czy daje ona jakiekolwiek możliwości rozwoju oraz bezpieczeństwo? Czy ukrywanie się przed wojskiem i policją musi być ich codziennością? Czy tacy ludzie są moralnie czyści? Odpowiedzi na to pytanie może być wiele. Ja proponuję jedną, ale jasną: nie.

Zastanów się teraz dobrze, komu rzucasz garść drobniaków i jak będą spożytkowane. Wiesz już jak wygląda życie tej grupy. Decyzja należy do Ciebie.


Katarzyna Mendrella

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz