czwartek, 14 lipca 2011

„Budowanie tożsamości”

Mówiąc, że każdy ma jakaś tożsamość, jest banałem.
Tak samo jak powiedzieć, że każdy szuka siebie całe życie i buduje swoje „ja” do ostatniego dnia egzystencji. Oczywistym jest również to, że wpływ na budowanie własnej tożsamości nie mamy tylko my i nasze osobiste, wewnętrzne wrażenia, przemyślenia, czy nawet bagaż genetyczny, ale przede wszystkim świat zewnętrzny.
Doświadczenia – lepsze i gorsze, inni ludzie – ich uśmiechy, ich gesty, ich działania, a czasem same ich bycie gdzieś w pobliżu. Muzyka, która gra w tle naszych codziennych spraw, przeczytane zdanie w książce, czy samotny spacer kiedy zapada zmierzch. To wszystko i jeszcze więcej pozwala nam określić siebie, utożsamić siebie z sobą.
I wydaje się to oczywiste i proste.
I rzeczywiście – wydaje się.
W świecie ludzkich spraw, w świecie niepewności i wiecznych znaków zapytania, w świecie ciągłych zmian i szybko mijanego czasu, człowiekowi nie tylko trudno jest znaleźć siebie, ale także bardzo łatwo zatracić tożsamość. Zlać się z szarą masą wielu ‘ludzi’, ale nie być pojedynczym ‘człowiekiem’.
No, ale nie popadajmy w banał...
I o co tak w ogóle chodzi?
„Budowanie tożsamości” to nazwa cyklu prac Ireneusza Walczaka, absolwenta katowickiej Akademii Sztuk Pięknych, którego wernisaż odbył się w Biurze Wystaw Artystycznych 12 stycznia 2007.
Wykluczeni


Sporego formatu prace olejne, skomponowane tak, by na pierwszy rzut oka człowiek poczuł się zagubiony, aby w kilka sekund później odnaleźć się w tej nieokreślonej liczbie szczegółów. Te pozornie nie związane ze sobą komponenty obrazu, po chwili ujawniają swój sens. A kiedy ktoś bystry zauważy, że obok obrazów znajdują się tytuły to można mówić o całkowitym oświeceniu. Naprawdę... W tak enigmatycznej twórczości tytuły są bardzo cennym kluczem. Kiedy dostrzeże się czym jest „Emigrant”, a czym „Obecni-nieobecni” i zrozumie na czym polega różnica między „Spacerem”, a „Poszukiwaniem miejsca” to nazwa całego cyklu nagle wydaje się bardzo adekwatna.
Emigrant


Podobno sztuka powinna leczyć dusze. Powinna sprawić, że doświadczymy tego słynnego katharsis. A czy ta wystawa pomaga choć trochę pomóc się odnaleźć? Czy pomaga w stworzeniu własnej tożsamości? Albo w jej odbudowaniu?
Nie.
Ale od czegoś trzeba zacząć. Dlaczego, więc nie zacząć od tej wystawy?

Tomasz Rusinow

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz